Tu wszystko się zaczęło [to nie jest materiał sponsorowany]

Tu wszystko się zaczęło [to nie jest materiał sponsorowany]

W 1999 roku Jan Paweł II powiedział w Wadowicach „Tu wszystko się zaczęło: życie, szkoła, studia, teatr, kapłaństwo”. Ja też mam w swoim życiu takie miejsce i bardzo chciałbym się z Wami nim podzielić. A okazja do tego jest doskonała.

Skończyłem trzeci rok studiów. Rzuciłem jedną pracę, znalazłem nową. Miałem trochę wolnego w międzyczasie, więc stwierdziłem, że pójdę na pielgrzymkę. To było coś, co chciałem zrobić od wielu lat. Co prawda to nie do końca moje klimaty w tamtym czasie były (ile od tego momentu się zmieniło!), ale miałem mocne postanowienie z dzieciństwa. Dlaczego? Bo jak miałem 9 lat poszedłem z mamą na pielgrzymkę i wymiękłem po 2 dniach. Nie doszedłem do Częstochowy i wróciłem do domu. Już wtedy postanowiłem, że muszę to kiedyś zrobić.

No więc nadarzyła się okazja. Padło na dominikańską. Ale nie dlatego, żebym ich jakoś specjalnie lubił. Wręcz przeciwnie! W tamtym okresie byłem dość mocno konserwatywną osobą i nie za bardzo podobali mi się dominikanie – tacy liberalni, uśmiechnięci, wygłupiający się z młodzieżą itd. A duszpasterstwo? To już w ogóle jakaś masakra! Po co mi to? Jakaś zbieranina świętych dziewczynek i chłopców biegających co chwila do kościółka. Nie, dziękuję.

No ale poszedłem. W pierwszych dniach w ogóle mi się nie podobało. Ludzie mnie irytowali, szczególnie panowie w białych habitach. Jednak czwartego dnia coś się zmieniło, coś we mnie pękło. Dziś już wiem co – a w zasadzie Kto – to był. Jest taka kobieta, którą często w Kościele lekceważymy. Bo ona taka obciachowa i dla babć jest. Bzdura. Chodzi mi oczywiście o Maryję. To Ona znalazła wtedy sposób na moje twarde, niepotrzebujące (ta, jasne!) wspólnoty serce. Może kiedyś to opiszę dokładniej, jak w końcu się zbiorę, żeby napisać książkę. Niech Wam teraz wystarczy to, że Jej dotyk zmienił wszystko, otworzył w środku zupełnie nowe przestrzenie i pragnienia. No i wiadomo – poprowadziła mnie do swojego Syna. Bo Ona inaczej nie potrafi.

Potem już było z górki (co nie znaczy, że zawsze różowo). Zacząłem śmigać coraz częściej na „siódemki” (codzienne poranne msze akademickie na Stolarskiej w Krakowie), potem na różne inne spotkania. Poznałem niesamowitych ludzi, przeżyłem nieopisywalne przygody i przede wszystkim spotkałem Boga. Serio. Tak namacalnie, i w ludziach, i w czasie modlitwy, i podczas wspólnych wypraw w góry, do Maroko i do Rzymu. I jeszcze do wielu innych miejsc.

Mógłbym pisać bez końca. Ale nie teraz. W każdym razie Beczka – bo o niej mowa – to jest jedno z najważniejszych dla mnie miejsc. Może nie wszystko, ale tu się zaczęło w moim życiu dużo wspaniałych rzeczy. Tu zakochałem się w liturgii, poznałem przyjaciół – takich na których mogę zawsze liczyć, i Szustaka OP – który mi w głowie wiele rzeczy naprostował, i Dudzika OP – który mnie zachęcił do podejmowania w życiu ryzyka. I wielu innych wspaniałych ludzi – „normalnych” i „białych”.

Więc jeśli zastanawiacie się, czy warto tam wpaść, a może nawet zostać na dłużej, to się nie zastanawiajcie, tylko to zróbcie. A teraz jest doskonała okazja, żeby to zrobić. Bo Beczka właśnie kończy 50 lat i w tym tygodniu jest masa imprez. Wszystkie informacje znajdziecie tutaj.

Aha. To nie jest materiał sponsorowany. Chyba, że przez Ducha Świętego.

Tak to wyglądało za moich czasów:

I tak:

A teraz świętujemy pięćdziesiątkę. Wpadnijcie koniecznie. Nie każcie się prosić więcej.