Przepaść między Gietrzwałdem a Watykanem
Jeden z polskich księży biskupów podzielił się w weekend swoimi przemyśleniami. A ponieważ w kilku zdaniach zawarł potężny miszmasz kontrowersji, dziwnych prywatnych opinii i emocji, w sieci zawrzało. I słusznie. Ale zanim skomentuję, przeczytajmy wspomniane przemyślenia
«Przysięgałem z Konopnicką: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”, teraz sami sobie naplujemy. Nie będzie uchodźca rządził w moim domu, bo przysięgałem, że „Twierdzą nam będzie każdy próg, tak nam dopomóż Bóg”. Więc przysięgi nie zmienię. A gdyby ktoś w moim domu krzyż zdjąć usiłował i dzieci nam germanił, to ten nie jest z ojczyzny mojej. Niech wróci do siebie. Dajcie nam żyć, pracować i modlić się spokojnie w rodzinnym domu, gdzie Panem jest Jezus, a Królową Jego Matka» (bp Józef Zawitkowski)
- Na początku chciałbym wyraźnie zaznaczyć. To, że jeden z biskupów coś mówi, to nie znaczy, że cały Kościół w Polsce myśli tak jak on. W tym konkretnym przypadku mogę powiedzieć, że sam znam przynajmniej kilkunastu biskupów, którzy mają skrajnie inny punkt widzenia od bpa Zawitkowskiego. Również to, że nie zgadzam się z jego słowami i głośno o tym mówię, nie jest wyrazem mojego wściekłego antyklerykalizmu. Wręcz przeciwnie – kocham Kościół i jest mi cholernie smutno, kiedy czytam takie słowa. I ze względu na tę miłość nie mogę siedzieć cicho i udawać, że nic się nie stało.
- Krótko – słowa bpa Zawitkowskiego niewiele mają wspólnego z wrażliwością Ewangeliczną i z nauczaniem papieża Franciszka (i kilku wcześniejszych papieży zresztą też)
- Słów biskupa nijak nie da się pogodzić z wydanym kilka dni temu przez Episkopat dokumentem o niewykorzystywaniu sanktuariów i miejsc pielgrzymek do manifestowania poglądów politycznych. W tym dokumencie czytamy między innymi: „Prawdziwy patriota, miłujący swój naród, nie ulega agresji i instynktom nakazującym wykluczanie i stygmatyzowanie społeczne innych osób, różniących się światopoglądem, wiarą, pochodzeniem etnicznym czy odcieniem skóry. Sanktuarium jest miejscem pokoju”. MIEJSCEM POKOJU I MODLITWY, a nie bawieniem się w polityka.
- „Twierdzą nam będzie każdy próg” – mówi biskup. Nie, Kościół nie jest oblężoną twierdzą. Kościół jest schronieniem dla każdego. Jezus mówi też, że mamy się nie bać. Powtarza to co chwila. Chrześcijaństwo nie ma nic wspólnego z budowaniem okopów, odgradzaniem się od świata i strachem przed innością. Jan Paweł II wołał, żebyśmy się nie bali i otworzyli drzwi Chrystusowi. Franciszek do tego dodaje, żebyśmy nie zamykali go w Kościele i dzielili się nim z innymi. Zbudowanie twierdzy w każdym progu to pójście radykalnie inną drogą.
- „Dajcie nam żyć, pracować i modlić się spokojnie w rodzinnym domu, gdzie Panem jest Jezus, a Królową Jego Matka” – mówi biskup. Moim rodzinnym domem jest Kościół. Kościół, w którym Panem jest Jezus. To znaczy, że najważniejsza jest w nim Ewangelia. A Ewangelia mi podpowiada, żebym potrafił uklęknąć przed wykluczonym i obmyć jego nogi, żebym nie budował swojej tożsamości na lęku, żebym innego chciał poznać a nie go wyrzucać.
- „Nie będzie uchodźca rządził w moim domu” – mówi biskup. Z drugiej strony w tym samym czasie w Rzymie nowy kardynał, jałmużnik papieski Konrad Krajewski, organizuje kolację dla ubogich, na którą spontanicznie wpada papież, siada przy stole z bezdomnymi i uchodźcami, a do kardynała mówi: „Nie przyszedłem do ciebie, ale przyszedłem do nich”. Niestety przepaść między Gietrzwałdem a Watykanem była w ten weekend porażająca. Ja wolę iść droga wyznaczaną przez papieża i jego jałmużnika. Bo to jest droga wyznaczona przez Ewangelię.
I jeszcze dwie myśli z „Łobuzy. Grzesznicy mile widziani”:
- Od lat narzekamy, że parafie są zdechłe, że mało kto się w nich odnajduje, że trzeba w końcu obudzić tego „śpiącego olbrzyma”. Również w tym kontekście pomysł papieża Franciszka, żeby każda parafia przygotowała się na przyjęcie uchodźców, był absolutnie genialny. To mogłoby fantastycznie ożywić życie parafii i parafian. Wyobraźmy sobie, że w takim Krakowie czy Opolu pojawia się grupa uchodźców. Z czym to się wiąże? Jakaś grupa w parafii musiałaby podjąć konkretne zaangażowanie, ludzie musieliby się spotkać, zastanowić się razem, jak można pomóc w integracji, zatroszczyć się, żeby przybysze mieli gdzie mieszkać, żeby ktoś się z nimi spotykał, zaprosił na kolację, w weekend zabrał na rower, żeby mogli się dobrze poczuć w nowym miejscu. To, co papież chciał zrobić, nie było tylko dla uchodźców, ale też dla nas. Mówimy o konkretnym narzędziu, które mogło i wciąż może być impulsem dla skostniałych struktur. We Francji widziałem starutkich dziadków i babcie, którzy przeżywali drugą młodość, kiedy w ich okolicy pojawili się uchodźcy, a oni mogli zaangażować się choćby w uczenie ich języka. To był naprawdę cudowny widok!
- O uchodźcach łatwo mówić, że to „dzicz”, która chce zniszczyć chrześcijańską Europę. Ale gdy pojedziesz do któregoś z obozów dla uchodźców i poznasz ludzi, którzy tam mieszkają, spotkasz się z nimi, twoja perspektywa nie będzie już tak jednoznaczna.
Dziś Światowy Dzień Uchodźcy #withrefugees
Opublikowany przez Łobuzy. Grzesznicy mile widziani Środa, 20 czerwca 2018
