Apel do katolików, którzy mieszają z błotem polskich piłkarzy

Apel do katolików, którzy mieszają z błotem polskich piłkarzy

Obudziłem się. Emocje opadły. Trudno było zasnąć. Było trochę smutku i goryczy. Smutku zupełnie innego niż dwa lata temu po pięknym EURO 2016, kiedy po raz pierwszy od urodzenia widziałem naszych piłkarzy walczących z najlepszymi na dużym turnieju jak równy z równym. Wtedy było smutno, ale była też ogromna wdzięczność po pięknych chwilach. W Rosji kompletnie nam nie wyszło, zagraliśmy fatalny Mundial, serce bolało, kiedy na to patrzyliśmy, ale…

1) Kiedy widzę żółć i szyderę wylewaną teraz przez wszystkich „ekspertów” w Internecie, to robi mi się niedobrze. Ja też po golu na 3:0 dla Kolumbii byłem rozgoryczony, ale w życiu bym nie pomyślał, żeby nazywać naszych reprezentantów i trenera sierotami, nieudacznikami, pajacami, pseudo-piłkarzami (to tylko te cenzuralne z masy wypowiedzi, jakie w ostatnich kilkunastu godzinach królują w mediach społecznościowych). Z całym szacunkiem dla nas wszystkich, ale ilu z nas może się pochwalić tym, że w swojej działce (studiach, pracy) jesteśmy tak dobrzy, że ktoś na świecie w ogóle dostrzega to, co robimy? Ilu z nas może powiedzieć, że jesteśmy na poziomie mistrzowskim wśród kilkunastu albo kilkudziesięciu najlepszych ekip na świecie? Żyjemy w kraju, w którym wszyscy w swoich głowach są najlepszymi papieżami, prezydentami, selekcjonerami reprezentacji i samymi reprezentantami, wszyscy mają genialne recepty na rozwiązanie problemów bezdomności, bezrobocia i głodu na świecie. No tylko jakoś tak się składa, że zdecydowana większość wszechwiedzących ekspertów i krytykantów jednak nigdy nie zbliżyła się do poziomu mistrzowskiego w żadnej dziedzinie, nie są papieżami, nie uleczyli naszych problemów społecznych i ekonomicznych. Ja rozumiem zawiedzione nadzieje, ale trochę szacunku i właściwej miary.

2) Tak, nam jest smutno, ale nam minie za dwa dni, maksymalnie tydzień. A im będzie o wiele trudniej. Myślicie, że oni olali sprawę i dlatego ponieśli klęskę? Nie, dla nich to był turniej życia. Taki Robert Lewandowski cały sezon podporządkował pod Mundial. Mniej grał, świadomie rozkładał siły tak, żeby mieć świeżość na Mistrzostwach. Kuba Błaszczykowski mimo wielu przeciwności walczył o formę. Glik wbrew wszystkiemu nie poddał się po kontuzji. Niestety nie wyszło. Ale to NIE NASZE marzenia wczoraj legły w gruzach, to ICH MARZENIA. I oni o tym nie zapomną w kilka dni. Jasne, że przyjdzie czas na analizy i rozliczenia, ale teraz tak po ludzku trzeba im pokazać wsparcie. Ja, gdybym przegrał coś, co było moim marzeniem przez całe życie, bardzo bym chciał usłyszeć budujące słowo, a nie być obrzygiwanym z każdej strony. Myślę, że macie tak samo.

3) A najbardziej jest mi przykro, kiedy widzę kopanie leżących, poobijanych piłkarzy przez moich braci chrześcijan (w tym niektórych księży). To jest naprawdę smutny widok. Przecież chrześcijaństwo jest o tym, że jeśli ktoś jest w trudnej sytuacji, potyka się albo leży poobijany, to staramy się pomóc mu wstać, a nie dobijamy rannego.

No więc tak, jest nam przykro, jest nam smutno, jesteśmy rozgoryczeni. Ale z całego serca wszystkich proszę, bądźmy ludźmi wrażliwymi i kiedy ktoś jest poobijany, jeśli ktoś popełnił błędy, to nie wyrzucajmy mu od razu w twarz jak jest beznadziejny. Postarajmy się wczuwać w jego sytuację, zrozumieć też jego ból porażki i wstydu. Na spokojne wyciąganie wniosków i konsekwencji przyjdzie jeszcze czas.

I jeszcze na koniec. Legendarny trener Manchesteru United sir Alex Ferguson miał kiedyś powiedzieć: „Jeśli nie stać was na wsparcie, kiedy przegrywamy – nie macie prawa wspierać nas, kiedy wygrywamy”. Te słowa komentarza nie potrzebują.

 

Obudziłem się. Emocje opadły. Trudno było zasnąć. Było trochę smutku i goryczy. Smutku zupełnie innego niż dwa lata temu…

Opublikowany przez Piotr Żyłka Blog Poniedziałek, 25 czerwca 2018