Życie na pełnej petardzie, czyli wiara, polędwica i miłość

Życie na pełnej petardzie, czyli wiara, polędwica i miłość

Październik 2014 roku. Zaułek św. Tomasza w Krakowie. Siedzi­my przy stoliku przed jedną z kawiarni, rozmawiamy, pijemy piwo. W pewnym momencie rzucam pomysł. „Księże Janie, zrób­my razem książkę”. Tak to się zaczęło.

Pierwszy raz usłyszałem o nim po wywiadzie, którego udzie­lił Przemkowi Wilczyńskiemu z „Tygodnika Powszechnego” („Sklepany przez Kościół, kocham Kościół”). Szef hospicjum, mocno przeczołgany przez kościelne instytucje. Sam nazywa się onkocelebrytą, czyli człowiekiem znanym z tego, że jest chory na raka. Ma glejaka czwartego stopnia. 1 czerwca 2012 roku usłyszał wyrok. Dawano mu sześć miesięcy życia. Od tego czasu minęły prawie trzy lata.

Spędziłem z nim ponad 3 tygodnie na przełomie 2014 i 2015 ro­ku. Jakiego człowieka poznałem? Przede wszystkim autoironicz­nego. O najważniejszych sprawach mówi bez niepotrzebnego pa­tosu, czasem jest złośliwy, często żartuje (i to jak!). Nie spina się. Ma w sobie naturalny luz. Nie cierpi kościelnego sztywniactwa.

Jednak jeśli ktoś myśli, że ksiądz Jan jest lekkoduchem, któ­ry niczego nie traktuje poważnie i do wszystkiego podchodzi z przymrużeniem oka, jest w wielkim błędzie. Przykład. Jest zafascynowany przedsoborową formą liturgii i zakochany w Eu­charystii. I w tym temacie nie ma żartów. Msza to świętość. Nie ma tu miejsca na wygłupy – jak to sam określa – „pluszowych katolików”. Za każdym razem kiedy uczestniczyłem w spra­wowanej przez niego liturgii, widziałem, że to jest dla niego coś absolutnie fundamentalnego.

Zawiodą się też ci, którzy chcieliby go zaszufladkować. W trakcie naszej rozmowy wielokrotnie mnie zaskakiwał. Jego poglądy często idą w poprzek różnym kościelnym schematom myślenia i podziałom. Inspiruje go emerytowany papież Bene­dykt. Franciszka szanuje, ale nie we wszystkim się z nim zgadza. Stawia odważne tezy dotyczące in vitro, aborcji, antykoncepcji i homoseksualizmu. Nie boi się rozmawiać o grzechach Kościoła. Z nieukrywaną złośliwością wypowiada się o nowych wspólno­tach, ale potrafi też krytycznie ocenić ruchy tradycjonalistyczne. Wszystko to jest zanurzone w szacunku dla drugiego człowieka. Nieważne, jak bardzo by się z nim nie zgadzał.

Głupio się przyznawać, ale trudno mi było za nim nadążyć. Ksiądz Jan od poniedziałku do piątku kieruje puckim hospicjum. Jest szefem, menadżerem i kapelanem. Weekendy też ma zajęte. W zasadzie nigdy nie zwalnia tempa. Zaproszenia spływają z ca­łej Polski. W każdą niedzielę mówi kazania w innym zakątku kra­ju. A potem zbiera datki na hospicjum. Mówi, że jest żebrakiem, ale ekskluzywnym, bo żebrze w kościele, a nie pod kościołem.

Jego wizerunek medialny nie jest fałszywy, ale gdzieś pod­skórnie czułem, że warto przyjrzeć się mu bliżej. To nie jest „wy­reżyserowana” książka. Nie mieliśmy czasu, żeby zaszyć się gdzieś spokojnie na dwa tygodnie, odciąć się od świata i zająć się tylko pisaniem. Ten tekst powstawał w samym środku codzien­ności księdza Jana.

Rozmowę nagrywaliśmy w Zurychu, gdzie przebywał na na­świetlaniach i walczył z chorobą. Autoryzację i poprawki robi­liśmy głównie wieczorami w hospicjum w Pucku. Ale również w jego domu rodzinnym w Sopocie, w pociągach (w drodze do Wrocławia, Sosnowca i Gliwic).

To jest szczera rozmowa. Do bólu. Bez udawania. O jego ży­ciu, duchowości, o tym, co jest dla niego najważniejsze: od domu rodzinnego, wychowania, niezwykłych relacji z babcią, pierw­szego antykościelnego młodzieńczego buntu przez powołanie, doświadczenia w seminarium, pierwsze lata w roli księdza po pracę w hospicjum i zmagania z chorobą.

Dlaczego został księdzem? Co go najbardziej wkurza w Koś­ciele? Jak radzi sobie z chorobą? Jacy ludzie go inspirują? Któ­re fragmenty Ewangelii nie dają mu spokoju? Dlaczego mimo wielu przeciwności i trudnych doświadczeń nie stracił wiary? Dlaczego nie odszedł z Kościoła i nie porzucił kapłaństwa? Skąd bierze powera do prowadzenia tak intensywnego życia? No i o co chodzi z tą polędwicą? Poznajcie Kaczkowskiego. Księdza Jana Kaczkowskiego.

/Ze wstępu/

jan

Książkę można zamawiać tutaj.

Zapraszam na profil Życie na pełnej petardzie.

Kupując tę książkę, wspierasz Puckie Hospicjum pw. św. Ojca Pio prowadzone przez księdza Jana Kaczkowskiego