Zedrzeć z Jana Pawła II patos
Myślę, że Jan Paweł II by się nie obraził, gdybyśmy próbując przybliżyć jego nauczanie, coraz bardziej spychali go w cień. Nie trzeba go nieustannie cytować, nie trzeba mu stawiać pomników, nie potrzeba tych wszystkich rocznic, żeby przekazywać to, co było dla niego najważniejsze. Trzeba zedrzeć z Jana Pawła II patos.
Poniżej kilka fragmentów z wywiadu, którego udzieliłem Monice Pigan (Onet.pl). Całość jest dostępna tutaj: „Piotr Żyłka: trzeba zedrzeć z Jana Pawła II patos [WYWIAD]”
– Jeśli miałbym na siłę szukać jakiejś zdrady, to wskazałbym na wszystkie te miejsca i sytuacje, w których księża i instytucje kościelne odwracają się od człowieka i mówią do niego: „Jesteś grzesznikiem, jesteś zły, nie ma tu dla ciebie miejsca. Upadłeś? Zrobiłeś coś głupiego? To teraz radź sobie sam”. Jan Paweł II mówił, że człowiek jest drogą Kościoła. Dlatego największą zdradą jest, kiedy ktoś z problemami życiowymi, poraniony, przychodzi do kościoła i zderza się ze ścianą oziębłości i obojętności. Zamiast pomocy, dostaje po głowie. Takie sytuacje nie powinny się nigdy wydarzać.
– Z bezrefleksyjnego cytowania w kościołach Jana Pawła II wiele dobra nie wyniknie. Może warto zacząć od małych rzeczy. Na przykład: sposób działania papieża Polaka opierał się na wielkim szacunku dla każdego człowieka – niezależnie od tego, czy się z nim zgadzał, czy nie. Spróbujmy pokazywać młodzieży takie proste i uniwersalne rzeczy. Oni nie są głupi. Jak się ich zaciekawi, to sami będą się zastanawiać: „A skąd on to miał? Gdzie było źródło jego siły?”. Powinniśmy pokazywać kolejnym pokoleniom, że nie chodzi o to, by stawiać kolejne pomniki czy z wielką pompą celebrować kolejne rocznice.
– Wystarczy przestać moralizować, straszyć piekłem i skoncentrować się na dzieleniu się własną relacją z Bogiem, na Dobrej Nowinie. To przyciąga młodych ludzi. Wyuczonymi i oklepanymi formułki nikogo nie przekonamy. Dlaczego ksiądz Jan Kaczkowski porywa ludzi? Ma glejaka czwartego stopnia, od dwóch lat powinien nie żyć. Ma pełne prawo, by siedzieć w domu i nic nie robić. Jednak on nie tylko pracuje na najwyższych obrotach w puckim hospicjum i udziela się w mediach, ale stara się swoją działalnością pokazać, że „istnieje coś więcej”. Jak sam mówi – żyje na pełnej petardzie. To jest autentyzm, który pobudza do myślenia. Młodzi muszą widzieć, że się im nie ściemnia i nie wciska kitu.
– Kiedyś usłyszałem taką historię. Jan Paweł II po napisaniu „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich” – dzieła na tamte czasy rewolucyjnego – przekazał jeden z pierwszych egzemplarzy znajomym z KUL-u i powiedział im, żeby je twórczo rozwijali. To jest bardzo ważne. Papież podzielił się swoimi przemyśleniami i powiedział „rozwijajcie to”, a nie „konserwujcie”. Zdawał sobie sprawę z tego, że świat nie stoi w miejscu, czasy się zmieniają, ludzie inaczej funkcjonują. To wcale nie znaczy, że mamy zmieniać coś w doktrynie, fundamentalnym nauczaniu Kościoła, ale powinniśmy uważniej wsłuchiwać się w człowieka. Próbować zrozumieć jego problemy i trudności. Papież miał świadomość, że trzeba szukać takiego języka i form, które pozwolą do ludzi dotrzeć. Wiedział, że nie można obrażać się na to, że świat się tak szybko i radykalnie zmienia. Zmiany powinny być dla nas wyzwaniem, a nie powodem do strachu i budowania murów oddzielających Kościół od świata.
– Kiedyś znajomy zapytał mnie, jaką twarz powinien mieć Kościół w Polsce – księdza Bonieckiego czy ojca Rydzyka. Odpowiedziałem, że wolałbym, żeby Kościół miał po prostu twarz Jezusa. Myślę, że przyczyną wielu podziałów i napięć w polskim Kościele jest to, że często koncentrujemy się na sprawach marginalnych. Zamiast skupić się na życiu i dzieleniu Ewangelią, robimy wszystko inne, tylko nie to. Może warto więcej mówić o dobrym Bogu, a mniej o „genderach”? To nie znaczy, że Kościół nie powinien wypowiadać się na tematy społeczne, ale nie to jest dla nas najważniejsze. W centrum zawsze powinna być Ewangelia. Mówmy ludziom o Bogu, który z miłości do nas wydał na śmierć swojego Syna, który nas kocha bezwarunkowo. Mówmy o Bogu, który zwyciężył śmierć. To powinno być naszym spoiwem. Jeśli się skoncentrujemy na Ewangelii, to nie będziemy potrzebować żadnego wielkiego przywódcy.
– Myślę, że Jan Paweł II by się nie obraził, gdybyśmy próbując przybliżyć jego nauczanie, coraz bardziej spychali go w cień. Nie oznacza to oczywiście, że mamy o nim zapomnieć. Jak to rozumieć? Kiedy papież rozpoczynał swój pontyfikat, nie mówił: „Podziwiajcie mnie”, „Naśladujcie mnie”. Powiedział: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”. Co to znaczy? Po pierwsze – to jest apel o to, żeby ludzie się nie bali Boga, żeby nie myśleli, że Chrystus jest Bogiem Mścicielem, który czeka, aż komuś powinie się noga, żeby mu dokopać i go ukarać. Wręcz przeciwnie. Bogu można zaufać, bo on chce naszego dobra. Po drugie – otworzyć drzwi Chrystusowi oznacza też „wypuścić” Chrystusa do świata. Nie zamykać się w kościelnych murach, ale wyjść i dzielić się ze światem swoją wiarą. Najpierw doświadczyć, a potem się dzielić. Jan Paweł II był skoncentrowany przede wszystkim na relacji z Bogiem. Nie trzeba go nieustannie cytować, nie trzeba mu stawiać pomników, nie potrzeba tych wszystkich rocznic, żeby przekazywać to, co było dla niego najważniejsze.
– Z roku na rok ludzi wierzących, a na pewno tych chodzących do kościoła, będzie coraz mniej. W polskich warunkach to tąpnięcie może być bardzo radykalne i bolesne. O ile pokolenie, które wychowywało się w PRL-u, częściowo ze względu na tradycję, wciąż chodzi do kościoła „bo tak trzeba”, o tyle młodsi nie czują już takiego przymusu. My sami, jako Kościół, doprowadziliśmy do tego, że ci ludzie nie mają w sobie potrzeby, żeby przychodzić na mszę, by korzystać z sakramentów. Sądzę, że niedługo przestaniemy mówić, że Polska jest krajem katolickim i że zdecydowana większość naszego społeczeństwa, to ludzie wierzący. Jednak nawet jeśli taki scenariusz się zrealizuje, to według mnie nie jest powód do załamywania rąk i płaczu. Wręcz przeciwnie. Ja się trochę z tego cieszę, bo wydaje mi się, że w Kościele zostaną ludzie, którzy – mówiąc językiem ewangelicznym – mogą stać się solą, tym zaczynem, który obudzi świat.

