Ja i muzułmanin na lotnisku w Brukseli

Ja i muzułmanin na lotnisku w Brukseli

Miesiąc temu byłem w Brukseli. Byłem na tym lotnisku. Napisałem wtedy na blogu taki tekst. Dziś chciałbym go przypomnieć.
 
***
 
Niedziela, 14 lutego, Bruksela

 
Na lotnisko dotarłem z 20-minutowym zapasem. Już miałem otworzyć książkę, żeby jakoś sensownie spożytkować czas oczekiwania na powrotny lot do Krakowa, ale tak jakoś wyszło, że przeciągając się, spojrzałem w górę i zobaczyłem znak. Nie był to znak z niebios. Chociaż z drugiej strony zaraz się przekonacie, że można chyba w pewnym sensie tak powiedzieć (!).
 
Na niebieskim znaku był narysowany klęczący ludzik i strzałka do windy. Specjalnie długo się nie zastanawiałem. Po prostu wstałem i wszedłem do windy, na którą wskazywał znak.
 
Drzwi już się zamykały. W ostatniej chwili do środka wszedł jeszcze jeden chłopak. Tak na oko w moim wieku. Drzwi się zamknęły. Winda ruszyła. Za nami zostało piętro odlotów. Mnóstwo ludzi, gwar, bieganina, ogłoszenia z głośników. No generalnie strasznie męczący klimat.
 
Kiedy wysiedliśmy dwa piętra wyżej, uderzyła nas cudowna cisza. Ale taka totalna cisza. Nikogo tam nie było. Tylko ja i mój nowy kolega z windy.
 
– Idziesz się modlić? – zapytał nagle i bezpośrednio.
– Tak – odpowiedziałem krótko.
 
Uśmiechnęliśmy się do siebie serdecznie i zniknęliśmy w dwóch sąsiadujących ze sobą pomieszczeniach. Ja w lotniskowej katolickiej kaplicy. On w lotniskowym meczecie. Myślę, że Pan Bóg też się uśmiechnął, jak na nas patrzył.
 

 
***
 
I ponownie apeluję i błagam – nie zrównujmy islamu, muzułmanów i uchodźców z terrorystami.
 

 
***
 
I jeszcze na koniec głos Prymasa Polski.
 


 
***
 
Zdjęcie na górze wpisu zostało zrobione dziś przez agencję Reuters w Grecji. Młody chłopak. Uchodźca.